Najdziwniejsze oczekiwania kandydatów w branży IT

Rynek pracy w dalszym ciągu napędzany jest głównie przez kandydatów, co oznacza, że ​​osoby poszukujące pracy mają znacznie większą swobodę, aby być selektywnym w odniesieniu do pracodawców. W sektorze IT, pracodawcy ciągle muszą uelastyczniać swoją postawę i otwierać się na oczekiwania kandydatów, ale niektóre oczekiwania technologicznych talentów mogą zaskoczyć.

Rynek zorientowany na kandydatów sprawił, że ​​firmy agresywnie konkurują o talenty. W rezultacie kandydaci oczekują specjalnego traktowania jeszcze zanim zdecydują się wziąć udział w rekrutacji. Jeśli oferta nie będzie zawierała widełek płacowych, dokładnego opisu stanowiska i wyszczególnienia poszczególnych etapów rekrutacji (najlepiej, żeby proces był szybki i nieszczególnie skomplikowany), większość kandydatów nawet na nią nie spojrzy.
Obecny sposób myślenia reprezentantów branży IT wynika z tego, że większość z nich aktualnie posiada już pracę i nie chce tracić czasu na poszukiwania nowej. Wolą szybki, jasny komunikat oraz łatwy i wydajny proces rekrutacji. Im więcej nowy pracodawca będzie chciał im zaoferować, tym większe szanse na to, że uda pozyskać się nowego pracownika. W takiej sytuacji każdego kusi, by zaszaleć z żądaniami – prawda?
Często zaczyna się już na samym początku spotkania rekrutacyjnego. Na przykład, kandydat stawia się o umówionej godzinie i upiera się, by firma zapłaciła za taksówkę, którą przyjechał. W skrajnym przypadku zdarzyło się nawet, że osoba o której kandydaturę zabiegano, chciała by za udział w spotkaniu zapłacono jej wedle stawki godzinowej jaką się zwykle rozlicza. Koktajl owocowy jako odpowiedź na pytanie „czego się Pan napije?”, wydaje się przy tym drobnostką.
Chyba każdy rekruter spotkał się z sytuacja, kiedy to osoba starająca się o pracę przyszła na rozmowę nieprzygotowana. Rzadziej sam jest oskarżany o nieprzygotowanie, niekompetencję wręcz. Ale, jak się okazuje, zdarza się – w jednej z warszawskich firm, kandydat zapytał ankietera, jakie ten ma kwalifikacje do wykonywania swojej pracy. Czyżby pytania się nie spodobały?
Na porządku dziennym jest też to, że kandydat zostaje przyłapany na kłamstwie. Zdarza się jednak, że osoba ubiegająca się o stanowisko, wykazuje się rozbrajającą wręcz szczerością. Gdy jednemu z informatyków zabrakło umiejętności, by wykonać zadanie rekrutacyjne, stwierdził, że „udawaj, dopóki nie wykonasz” to jego osobista, życiowa filozofia.
Obecnie, zwłaszcza w branży IT, coraz bardziej powszechne jest też to, że kandydaci podają zaporowe oczekiwania finansowe czy też domagają się maksymalnie rozbudowanego pakietu socjalnego. Ale zdarzają się też bardziej wymyślne życzenia. Do skrajnie nierealnych próśb zaliczyć należy piec do pizzy, którego zażądał jeden z ubiegających się o stanowisko programisty – jak ta zachcianka miała ułatwić mu wywiązywanie się z obowiązków, do dziś nie wiadomo. Inny kandydat zadeklarował, że jeżeli ma przyjąć ofertę pracy, musi mieć zapewnioną prywatną toaletę. Jeden z rekruterów wspomina też osobę, która domagała się świadczenia pozapłacowego w postaci… kanapek.
To nie koniec nietypowych oczekiwań. Choć oczywistym jest fakt, że kandydatów przyciąga perspektywa pracy w prestiżowych biurowcach w tzw. hubach biznesowych, niecodziennie zdarza się jednak, by osoba poszukująca pracy, jako główną wytyczną wskazywała właśnie ten aspekt. Tak było w przypadku jednego z charyzmatycznych, wrocławskich programistów, o którego przez niemal rok zabiegała jedna z firm rekrutacyjnych. Podczas kolejnego już spotkania, mężczyzna wyciągnął mapę i rysując okrąg oznajmił, że aby mógł wziąć pod uwagę prace w danej firmie, biuro powinno znajdować się w zakreślonym obszarze. Cóż, nie chciała przyjść góra do Mahometa, Mahomet musiał relokalizować swoje biuro. To oczywiście skrajne przypadki, jest jednak spora szansa, że z podobnymi sytuacjami będziemy mieć do czynienia coraz częściej. Wszystko wskazuje bowiem na to, że sytuacja na rynku pracy, coraz bardziej będzie sprzyjała kandydatom.